22 lip 2015

06. Nic Ci nie zrobię dopóki będziesz grzeczna

                                                           Włącz od sekundy 9!! 

Odwróciła się gwałtownie jednocześnie strzepując dłoń ze swojego ramienia. Przywarła do metalowych  drzwi bloku. Przednią stał mężczyzna. Wysoki, dobrze zbudowany, przerażający...
Miał sobie czarną bluzę z kapturem naciągniętym na głowę i zasłaniającym mu oczy. Na nogach miał czarne dżinsy, a na stopach również ciemne trampki. Swoją postura reprezentował pewność siebie i gotowość do walki. Strach było na niego patrzeć czy nawet przejść obok, a co dopiero stać oko w oko.  No by wyobraźcie sobie...dostajecie list od nieznajomego, chodzicie po jakiś ciemnych zaułkach, wracacie w nocy do domu kiedy księżyc świeci jaśniej niż powinien, a potem ktoś łapie was niespodziewanie za ramie i...i jesteśmy  w tym miejscu co skończyliśmy.
- Myślałaś, że możesz mi uciec? - spytał uśmiechając się łobuzersko i lekko przechylając głowę  w bok. Mia przełknęła ślinę i z trudem łapała powietrze. Chciała krzyknąć, ale dźwięk uwiązł jej w gardle. Modliła się, by jakimś cudem London wyjrzała teraz przez okno i ją zobaczyła. Och! Światło były zgaszone. Mogła nie mówić, że jest z Michaelem i nic jej nie grozi. Michael! Czemu odprowadził ją tylko pod bramę osiedla, a nie jeszcze te cztery metry dalej do drzwi? O no tak! Bo mu kazała. Zawsze wszyscy uważali ją za dość inteligentną osobą, nawet ona sama w to uwierzyła, ale po dzisiejszym dniu...zaczynała w to mocno wątpić.
- Cze..czego ode mnie chcesz? - spytała, dumna z siebie, że w ogóle zdobyła się na taką odwagę by otworzyć usta. Chłopak podszedł bliżej, na tyle, że czuła jego zimny oddech na policzku.
- Musimy porozmawiać. - odpowiedział.
- O..o czym? - rzekła zaskakując się koleiny raz. Chłopak zaśmiał się krótki, a ten dźwięk by na tyle ponury, że Mia wstrzymała na chwile oddech.
 Niesamowolnie.
- Nie tutaj. Chodź - powiedział odsuwając się na dwa kroki.
- Nigdzie z tobą nie pójdę. - odpowiedziała stanowczo, ale spokojnie.
- Wybacz, źle się wyraziłem. Masz iść, ale Cię zaniosę. - odpowiedział, a na jego ustach ponownie zagościł ten uśmiech...dziwny, przerażający, dziki...
Nic nie odpowiedziała, korzystając z chwili kiedy nie patrzył nie odwracając się, wstukała palcem kod do drzwi modląc się by nie pomylić się w panice. Bała się, że zapika co będzie oznaczało błąd. Chłopak odwrócił się na chwile sprawdzając czy nikt nie idzie.
Wpisała ostatnio cyfrę. Teraz albo nigdy!
Wpadła do środka, prawie zatrzasnęła drzwi, odepchnął je z całej siły tak, aż szyba uderzając o ścianę  pękła. Biegła po schodach, krew bębniła jej w uszach, słyszała jego głośne przekleństwa pod jej zarzutem. Ścigał ją! Kroki były strasznie głośne. Był blisko. Jej serce biło szybciej niż kiedykolwiek, biegła na siódme piętro na strych. Przecież nie mogła pokazać mu gdzie mieszka!!
Wbiegła na poddasze zatrzaskując szybko drzwi za sobą. Dało jej to jakieś trzy sekundy przewagi. Schowała się błyskawicznie za wielką, starą szafą. Wstrzymała oddech kiedy wpadł do pokoju. Zaczął spokojnie po nim spacerować z dłońmi w kieszeni. Gwizdał melodyjnie jakaś piosenkę. Przystanął praktycznie przy niej. Widziała czubki jego butów, wsunęła się bardziej w cień.
W głowię odmawiała pacierz.
Boże, jak długo się nie modliła. Prawie cztery lata, ale zawsze nosiła naszyjnik matki boskiej na szyi. Nawet teraz, ujęła go w swoje dwa palce i zaczęła recytować słowa w myślach. Zapadły dwa koleinę kroki. Stał odwrócony  plecami dwa metry od niej. Przesunęła się odrobinę w prawo i nagle poczuła coś zimnego i twardego pod swoją dłonią. Chwyciła to, nie patrząc nawet co. Zrobiła zamach i uderzyła chłopaka w tył głowy, upadł na kolana ale nie stracił przytomności. Wyskoczyła z ukrycia i wybiegła błyskawicznie z poddasza, biegła schodami nie słysząc kroków za sobą. Podbirgła do swoich drzwi. Wyjęła szybko klucze ze spodni i starała się trafić nimi w dziurkę od klucza. Trafiła! Przekręciła kluczyk. Popchnęła drzwi, przekroczyła próg gdy poczuła mocne szarpniecie do tyłu, dłoń na ustach, mocne objęcie w pasie i szept prosto do ucha :
- Mam Cię.
____________________________________________________________________________________________________________________________________________
Witam.
Przedstawiam wam kolejny rozdział c:
Krótki bo krótki, ale czyż nie dużo się dzieje? :3
Muszę popracować nad szybkimi, pełnymi adrenaliny scenami bo ciężko się je pisze :/
Według mnie piosenka niesamowicie pasuje do notki :)
A według was? Co o tym powiecie? Jak myślicie co będzie teraz z Mia
Bo ja cóż...to chyba zależy od mojego humoru xDD
Teraz rozdział pewnie pojawi się gdzieś około 5 sierpnia bo jadę na kolonie :")
Pozdrawiam was ciepło :)
Dziękuje za komentarze <3
I przepraszam za błędy.
Autor.

Mistrz drugiego planu :3333

,,Mam plan co do ciebie, szkoda tylko, że ty go nie znasz."

















17 lip 2015

05. I każda chwila, to miła chwila, one będą się dobrze wspominać...


Street Sunny. 
Ulica, która miała mało wspólnego  ze swoją nazwą. Panował tu mrok, którego nie zdołały pokonać światła latarni ulicznej, ani nawet blask księżyca, który schował się bezradny za szarymi blokami, atmosfera była ciężka, wiatr wiał ostrzegająco szepcząc ciche ,, Zawróć". Mimo, że była szósta wieczorem było tu ciemniej niż w innych miejscach Portland. Mie, która przekroczyła nie kiedyś złotą bramę oddzielającą zaułek od reszty bożego świata, a teraz kilka po prostu zardzewiałych słupów poczuła przeszywający chłód. Tego pamiętnego dnia było dość ciepło, a tutaj musiała zapiąć swoją czarną marynarkę po szyje. Kiedy skończyła pracę szybko od razu udała się w umówione miejsce z...z kim?
Tego właśnie miała się dowiedzieć.
Z każdym kolejnym krokiem uświadamiała sobie, że to był makabrycznie głupi pomysł iść tutaj całkowicie sama. Mogła wziąć ze sobą London, ale nie - byłoby to zbyt niebezpieczne dla niej.
Czemu nie zapytała Dicka o pomoc? Są przyjaciółmi i zawsze sobie pomagają.
Ale jego również nie mogła poprosić. Zapewne zamknął by ją w szafie i nie wypuścił dopóki ten głupi pomysł nie wyleciałby jej z głowy.  A więc była zdana na siebie.
Szła przed siebie jednym z brudnych chodników mijając pewną grupkę młodych ludzi. Jakaś niska dziewczyna, o czarnych, krótkich włosach do ramion i również ciemnych oczach z papierosem śledziła każdy jej ruch. Nikt nic nie powiedział, ale kiedy już ich minęła czuła na sobie jej wzrok.
Spojrzała na siebie.
Była ubrana w garnitur...nic dziwnego, że przyciągała uwagę.  Przyśpieszyła krok kiedy minęła zakręt i zobaczyła szyld kawiarni, który widniał na wizytówce. Wyjęła z kieszeni spodni wspomnianą wcześniej rzecz i przeczytała jeszcze raz adres miejsca, tak na wszelki wypadek.
Po chwile była już w środku. Powietrze było tu również ciężkie jak na ulicy, ale atmosfera wydawała się być całkiem...przyjemna? Gdzieś z odległego konta pokoju grało radio, u góry buczał stary wiatrak, a z kuchni za ladą dochodziły smakowite zapachy i zmieszane głosy  ludzi. W cały lokalu było parę osób. Usiadła przy jednym z pustych stolików naprzeciwko drzwi. Jeśli osoba, która zaaranżowała spotkanie jeszcze nie przyszła to przez szyby kawiarni zauważy go, albo ją.
Nagle przypomniała sobie słowa London
- A jeśli to jakaś pułapka? Przecież teraz jest tyle psycholi! 
Fakt. Mogła być to pułapka, lecz ciekawska natura Mie kazała jej iść i tak. To ją kiedyś zgubi...
- Mia? - ktoś dotknął jej ramienia. Odwróciła się gwałtownie i prawie zemdlała z radości.
Znowu te jego czekoladowe oczy, idealny nos i czarne, lśniące loki.
- Michael? - szepnęła uśmiechając się szeroko. On również się uśmiechnął i siadł naprzeciwko niej. Gdyby wszedł  przez drzwi frontowe to istniała wielka możliwość, że mogła go nie rozpoznać.
Był ubrany w czarny płaszcz, melonik i te okulary, które były jedyne w swoich rodzaju. Niby tak jak zawsze, ale jednak inaczej...
- W końcu Cię widzę...- powiedział, a ona poczuła dreszcze na dźwięk jego głosu. Uśmiechnęła się szeroko jako odpowiedz. - Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa...nie widziałem Cię trzy lata. Trzy lata - powtórzył kręcąc głową, jakby sam nie wierzył w to co właśnie powiedział - martwiłem się o ciebie. Byłem ciekawy jak teraz żyjesz i czy wszystko w porządku. - zakończył.
- Wiem, że pewnie byłeś bardzo zakłopotany kiedy wyjechałam bez słowa zostawiając tylko list. Jeszcze raz Cię za to przepraszam, samu już nie wiem dlaczego tak postąpiłam...- powiedziałam.
- Nie mówmy o tym. - powiedział z lekkim uśmiechem na ustach. W tym samym momencie do naszego stolika podeszłą kobieta w fartuchu. Gdzieś w  naszym wieku. Brązowe włosy miała spięte w koka, a zielone oczy podkreślone czarną kredką, która się trochę rozmazała.
- Mogę przyjąć zamówienie? - uśmiechnęła się wyjmując notes i długopis.
- Poproszę herbatę, co sobie życzysz Mia? - jej imię wypowiedziane przez niego miało w sobie to coś, co sprawiało, że stawało się niezwykłe.
- To samo poproszę. - odpowiedziała. Kelnerka spisała zamówienie i odeszła.
- A więc, proszę powiedz jak u ciebie? Co robisz, czym się teraz zajmujesz? - zapytał.
- Hmm...pracuje w firmie komunikacyjnej jaka sekretarka od jakiegoś roku. Jest okej. Skończyłam w końcu studia, ale jak widzisz nie pracuje w swoim zawodzie. Mieszkam z moją współlokatorką London, która jest po prostu kochana. - uśmiechnęła się - polubiłbyś ją. Na pierwszy rzut oka wydaje się mocno zakręcona, ale ona jest po prostu sobą. I chyba tyle...jak widzisz dorobiłam się nawet garnituru. - zaśmiała się wskazując na swoją marynarkę i spodnie. Michael również odwzajemnił jej gest, a potem przyszła kelnerka. Postawiła herbatę na stoliku i rzuciła szybkie ,,proszę" a potem odeszła.
- A ty co robiłeś przez te wszystkie lata? - spytała.
- Koncertowałem, pisałem piosenki, tańczyłem i robiłem to co kocham. Ulepszyłem Neverland, który dalej jest moim domem. - mówił, a Mia słuchała go z ciekawością. - cóż...poznałem dziewczynę. - dodał, a dziewczyna przypomniała sobie Nadie. Kilka sekund temu żyła jeszcze nadzieją, że może kłamała, ale w sumie czego się spodziewała? Że będzie do końca życia rozpaczał po jej odejściu? Że ktoś taki jak on nie znajdzie sobie nowej dziewczyny? Widocznie tylko ona jedna była  taka głupia, że nie chciała wiązać się przez ten czas z żadnych mężczyzną, ponieważ zawsze wtedy myślała o nim.
- Ma na imię Nadia. Polubiłabyś ją, jest sympatyczna i urocza. - wziął łyka herbaty. Zmusiła się do sztucznego uśmiechu. Myśląc jak bardzo się myli.
- Pewnie tak. Długo jesteście razem? - spytała, a chwile potem sama chciała siebie udusić.  Po cholerę drąży temat, o którym nie chce słuchać?!
- Jakieś dwa lata...- odpowiedział - a ty poznałaś kogoś? - spytał podnosząc na nią swój wzrok.
Co miała odpowiedzieć? Nie chciała być gorsza, ale nie chciała go też okłamywać. Prawda, mówimy prawdę.
- Było paru chłopaków ale...- pokręciła przecząco głową, z lekkim uśmieszkiem.
- Rozumiem. - odparł.
- Często tu przychodzisz? - spytała.
- Nie, w sumie to dzisiaj pierwszy raz tutaj przyszedłem. A ciebie co tu sprowadza? - odparł. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
- Przecież przyniosłeś mi kopertę. - uśmiech  z jego twarzy zgasł.
- Kopertę? Nie przynosiłem Ci żadnej koperty.
- Żartujesz? - spytała.
- Nie. - odparł. Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Co tu się do cholery dzieje?
- Jak nie ty to kto się chciał spotkać zemną w takim miejscu? - szepnęła jakby do siebie.  Michael rozejrzał się ukradkiem po pomieszczeniu. Nie zauważył niczego dziwnego, ale z jego twarzy można było wyczytać, że jest trochę zmartwiony. Ale nie swoim bezpieczeństwem, tylko jej...
- Może choćby stąd lepiej. - zaproponował.
Po jakiś piętnastu minutach byli już na innej ulicy. Rozmawiali i śmieli się głośno jak dawniej kiedy byli jeszcze razem. Brakowało jej jego śmiechu, dotyku, bliskości...
Chciałaby ta chwile trwała w nieskończoność. Chciała być teraz tylko z nim. Wiedziała, że go kocha i to jej największy błąd. Cóż...teraz było już na to za późno. Prawda?
Usiedli na ławce. Rozmawiali o tym co robili przez te trzy nieszczęśliwe lata. W pewnym momencie zadzwonił telefon Mie. Wstała by odebrać. Była to zmartwiona London, która krzyczała coś  do słuchawki, a gdzieś w tle słychać było głos Dick'a, który starał się ją uspokoić. Mia uspokoiła przyjaciółkę, a potem wróciła do Michaela.
- Popatrz. - wskazał palcem na wyryte napis na ławce. Dziewczyna nachyliła się bliżej do oparcia i uśmiechnęła się szeroko. Czułą jak fala ciepła zalewa ją od środka. Wtedy złapał jej  dłoń, w typowo przyjacielski sposób. Spojrzała na niego. Uśmiechnął się  i powiedział.
- Nasze imiona na ławce pozostaną...niezniszczalne.


Kilka godzin później, dokładnie nie wiedziała, o której  otwierała właśnie kodem drzwi od bloku, w którym mieszkała. Gdy nagle ktoś położył jej dłoń na ramieniu i szepnął do ucha.
- Ha, tutaj jesteś. Myślałeś, że uciekniesz?
___________________________________________________________________________________________________________________________________________
Cześć :)
Okazało się jednak, że mogę wziąć laptop na wakacje :)
A więc, z wielką przyjemnością dodaje wam kolejny rozdział opowiadania :)
Spróbuje ogarnąć wasze blogi, ale "pracuje" na netbooku i strasznie wolny internet więc :")
Jestem nad morzem. Spokojnie, nie umiem pływać ale może się nie utopie. Jeśli nie wstawię tego rozdziału to prawdopodobnie tak się stało :")
Wstawiłam! A więc żyje! Albo jakiś debil dobrał mi się do konta...o.O
...

Dziękuje za komentarze <3
Przepraszam za błędy.
Pozdrawiam.
Autor...chyba :|


,, Nawet jeśli będziesz z kimś to i tak tam będziesz, tam w moim sercu i pewnie nieraz się odezwiesz."